home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



ROZDZIAL XXXI

Poczely sie ciezkie i pelne leku dni oczekiwania. Drugi atak przyszedl dopiero po tygodniu i nie byl tak silny jak pierwszy, ale Nel uczula sie po nim jeszcze slabsza. Wychudla i zmizerniala do tego stopnia, ze nie byla to juz dziewczynka, ale cie'n dziewczynki. Plomyk jej zycia tlil sie tak slabo, ze zdawalo sie, iz do's'c jest dmuchna'c, aby go zgasi'c. Sta's zrozumial, ze 'smier'c nie potrzebuje czeka'c na trzeci atak, by ja zabra'c i oczekiwal jej lada dzie'n, lada godzina.

Sam wychudl i sczernial takze, albowiem nieszcze'scie przechodzilo jego sily i jego rozum. Wiec patrzac na jej woskowa twarzyczke m'owil sobie codziennie: Na tomze strzegl jej jak oka w glowie, zeby tu ja pochowa'c w dzungli? I nie rozumial wcale, dlaczego tak ma by'c. Chwilami zn'ow wyrzucal sobie, ze jeszcze nie do's'c jej strzegl, ze nie byl dla niej do's'c dobry, a w'owczas taki zal chwytal go za serce, ze chcialo mu sie gry'z'c wlasne palce. Bylo niedoli po prostu za duzo.

A Nel spala teraz prawie ciagle i by'c moze, ze to utrzymywalo ja przy zyciu. Sta's budzil ja jednak kilka razy na dzie'n, by ja posili'c. W'owczas, ilekro'c deszcz nie padal, prosila go, aby wynosil ja na powietrze, nie mogla juz bowiem utrzyma'c sie na wlasnych nogach. Zdarzalo sie wszelako, iz zasypiala nawet na jego reku. Wiedziala juz, ze jest bardzo chora i ze moze lada dzie'n umrze'c. W chwilach wiekszego ozywienia rozmawiala o tym ze Stasiem, a zawsze z placzem, gdyz bala sie 'smierci.

Juz ja nie wr'oce do tatusia m'owila pewnego razu ale ty powiedz tatusiowi, ze mi bylo bardzo zal i pro's go, zeby tu do mnie przyjechal

Wr'ocisz odpowiedzial Sta's.

I nie m'ogl nic wiecej powiedzie'c, gdyz chcialo mu sie wy'c.

A Nel m'owila dalej ledwie doslyszalnym, sennym glosem:

I tatu's przyjedzie, i ty kiedy's przyjedziesz prawda?

Na te my'sl u'smiech rozja'snil jej wynedzniala twarzyczke, po chwili jednak ozwala sie znowu, jeszcze ciszej:

Ale mi tak zal

To rzeklszy oparla mu gl'owke na ramieniu i poczela plaka'c, on za's przem'ogl wlasny b'ol, przytulil ja do piersi i odpowiedzial zywo:

Nel, ja bez ciebie nie wr'oce i i wcale nie wiem, co bym bez ciebie robil na 'swiecie.

Nastalo milczenie, podczas kt'orego Nel usnela znowu. Sta's odni'osl ja do drzewa, ale zaledwie wyszedl na zewnatrz, gdy z wierzcholka cypla nadbiegl Kali i machajac rekoma poczal wola'c z twarza wzburzona i przelekla:

Panie wielki! panie wielki!

Czego chcesz? zapytal Sta's.

A Murzyn wyciagnal reke i ukazujac na poludnie rzekl:

Dym!

Sta's przyslonil oczy dlonia i wytezywszy wzrok we wskazanym kierunku ujrzal rzeczywi'scie przy czerwonawym blasku nisko juz stojacego slo'nca smuge dymu wznoszaca sie daleko w'sr'od dzungli, miedzy wierzcholkami jeszcze dalszych, do's'c wysokich dw'och wzg'orz.

Kali drzal caly, albowiem zbyt dobrze pamietal straszna niewole u derwisz'ow, byl za's pewien, ze to ich obozowisko. Stasiowi tez sie wydalo, iz to nie moze by'c nikt inny jak Smain, i w pierwszej chwili zlakl sie takze okropnie. Tego tylko braklo! Obok 'smiertelnej choroby Nel derwisze! I zn'ow niewola, i zn'ow powr'ot do Faszody albo i do Chartumu, pod reke Mahdiego lub pod bat Abdullahiego. Je'sli ich schwytaja, Nel umrze pierwszego dnia, on za's zostanie niewolnikiem na reszte zycia. A gdyby nawet kiedy's uciekl, co mu po zyciu, co mu po wolno'sci bez Nel? Jakzeby spojrzal w oczy ojcu albo panu Rawlisonowi, gdyby derwisze porzucili ja po 'smierci hienom, on za's nie potrafilby nawet powiedzie'c, gdzie jest jej gr'ob.

Takie my'sli przelatywaly mu jak blyskawice przez glowe. Nagle uczul nieprzeparta che'c popatrzenia na Nel i skierowal sie ku drzewu. Po drodze zapowiedzial Kalemu, by zgasil ogie'n i nie wazyl sie pali'c go w nocy, po czym wszedl do wnetrza.

Nel nie spala i czula sie lepiej. Zaraz tez podzielila sie ta wiadomo'scia ze Stasiem. Saba lezal przy niej i ogrzewal ja swym ogromnym cialem, a ona glaskala go lekko po glowie, u'smiechajac sie, gdy chwytal paszcza subtelne pylki pr'ochna krecace sie w smudze 'swietlanej, kt'ora tworzyly w drzewie ostatnie promienie zachodzacego slo'nca. Byla widocznie lepszej my'sli, gdyz po chwili zwr'ocila sie z do's'c ra'zna minka do Stasia:

A moze ja nie umre?

Nie umrzesz z pewno'scia odpowiedzial Sta's. Skoro po drugim ataku czujesz sie silniejsza, to trzeci wcale nie przyjdzie.

Ona za's poczela mruga'c powiekami jakby sie nad czym's namy'slajac i rzekla:

Gdybym miala taki gorzki proszek, co mi tak dobrze zrobil po tej nocy ze lwami pamietasz? to ani troche nie my'slalabym umiera'c, ani tyle!

I pokazala na paluszku, jak malo bylaby w'owczas na 'smier'c gotowa.

Ach! ozwal sie Sta's oddalbym nie wiem co za 'zd'zblo chininy.

I pomy'slal, ze gdyby jej mial dosy'c, to by poczestowal Nel cho'cby dwoma naraz proszkami, a potem owinal ja pledem, posadzil przed soba na koniu i ruszyl natychmiast w strone przeciwna tej, w kt'orej bylo obozowisko derwisz'ow.

Tymczasem slo'nce zapadlo i dzungla pograzyla sie nagle w ciemno's'c.

Dziewczynka pogwarzyla jeszcze z p'ol godziny, po czym usnela, a Sta's rozmy'slal dalej o derwiszach i o chininie. Strapiona, ale nadzwyczaj zaradna jego glowa poczela pracowa'c i tworzy'c plany, jedne 'smielsze i zuchwalsze od drugich. Naprz'od poczal sie zastanawia'c nad tym, czy ten dym w poludniowej stronie pochodzi koniecznie z obozu Smaina. Mogli to wprawdzie by'c derwisze, ale mogli by'c i Arabowie znad brzeg'ow oceanu, kt'orzy czynili wielkie wyprawy w glab ladu po ko's'c sloniowa i po niewolnik'ow. Ci nie mieli nic wsp'olnego z derwiszami, kt'orzy psuli im handel. M'ogl to by'c takze ob'oz Abisy'nczyk'ow albo jaka podg'orska wioska murzy'nska, do kt'orej lapacze ludzi jeszcze nie dotarli. Czy nie nalezalo sie o tym przekona'c?

Arabowie z Zanzibaru, z okolic Bagamojo, z Witu i z Mombassy, a w og'ole z pobrzezy oceanu, byli to ludzie, kt'orzy ustawicznie stykali sie z bialymi, wiec kto wie, czy za wielka nagroda nie podjeliby sie odprowadzi'c ich obojga do kt'orego z najblizszych port'ow. Sta's wiedzial doskonale, ze moze taka nagrode przyrzec i ze jego przyrzeczeniu uwierza. Przyszla mu tez jeszcze inna my'sl, kt'ora poruszyla go do glebi. Oto widzial, ze w Chartumie wielu derwisz'ow, szczeg'olnie z Nubii, chorowalo prawie na r'owni z bialymi na febre i ci leczyli sie chinina, kt'ora rabowali Europejczykom albo je'sli byla ukryta u renegat'ow Grek'ow lub Kopt'ow, kupowali na wage zlota. Ot'oz mozna bylo sie spodziewa'c, ze Arabowie znad oceanu beda mieli ja na pewno.

P'ojde m'owil sobie Sta's p'ojde dla Nel.

I zastanawiajac sie coraz usilniej nad polozeniem doszedl w ko'ncu do przekonania, ze gdyby to nawet byl oddzial Smaina, to i tak nalezalo i's'c. Przypomnial sobie, ze z powodu zupelnego przerwania stosunk'ow miedzy Egiptem a Sudanem Smain prawdopodobnie nic nie wie o ich porwaniu z Fajumu. Fatma nie mogla sie z nim porozumie'c, wiec to porwanie bylo tylko jej osobistym pomyslem, wykonanym przy pomocy Chamisa, syna Chadigiego, oraz Idrysa, Gebhra i dw'och Beduin'ow. Ot'oz ludzie ci nic nie obchodzili Smaina z tej prostej przyczyny, ze znal miedzy nimi tylko jednego Chamisa, a o tamtych nigdy w zyciu nie slyszal. Obchodzily go tylko jego wlasne dzieci i Fatma. Ale wla'snie moze zatesknil juz za nimi i moze rad bylby do nich wr'oci'c, zwlaszcza jezeli uprzykrzyla mu sie juz sluzba u Mahdiego. Przy Mahdim nie zrobil widocznie wielkiego losu, skoro, zamiast przewodzi'c poteznym wojskom lub rzadzi'c jakim obszernym krajem, musial lapa'c niewolnik'ow az B'og wie gdzie za Faszoda. Powiem mu tak: my'slal Sta's je'sli odprowadzisz nas do jakiego portu nad Oceanem Indyjskim i wr'ocisz z nami do Egiptu, rzad przebaczy ci wszystkie winy, polaczysz sie z Fatma i z dzie'cmi, a pr'ocz tego pan Rawlison uczyni cie bogatym; je'sli nie, to dzieci i Fatmy nie zobaczysz juz nigdy w zyciu.

I byl pewien, ze Smain namy'sli sie dobrze, nim taki uklad odrzuci.

Oczywi'scie, nie bylo to wszystko bezpieczne, moglo nawet pokaza'c sie zgubne, ale moglo r'owniez sta'c sie deska ocalenia z tej toni afryka'nskiej. Sta's poczal sie w ko'ncu dziwi'c, dlaczego mozliwo's'c spotkania ze Smainem tak go na razie przerazila i poniewaz chodzilo o spieszny ratunek dla Nel, postanowil p'oj's'c jeszcze tej nocy.

Latwiej to jednak bylo powiedzie'c niz wykona'c. Co innego jest siedzie'c noca w dzungli przy dobrym ogniu, za kolczasta zeriba, a co innego pu'sci'c sie w'sr'od ciemno'sci w wysokie trawy, w kt'orych poluje o tej porze lew, pantera i lampart, nie m'owiac o hienach i szakalach. Chlopiec przypomnial sobie jednak slowa mlodego Murzyna, w'owczas gdy 'ow udal sie noca szuka'c Saby i wr'ociwszy z nim powiedzial: Kali sie ba'c, ale p'oj's'c. I powt'orzyl sobie to samo: Bede sie bal, ale p'ojde.

Czekal jednak na wzej'scie ksiezyca, gdyz noc byla nadzwyczaj ciemna, i dopiero gdy dzungla posrebrzala od jego blasku, zawolal Kalego i rzekl:

Kali, zabierz Sabe do drzewa, zatkaj wej'scie cierniem i pilnujcie mi z Mea panienki jak oka w glowie, a ja p'ojde zobaczy'c, co to za ludzie sa tam w tym obozowisku.

Pan wielki wzia'c z soba Kalego i strzelbe, kt'ora zabija zle zwierzeta. Kali nie zosta'c!

Zostaniesz! rzekl stanowczo Sta's i zakazuje ci i's'c za mna.

Po czym zamilkl na chwile, a nastepnie ozwal sie gluchym nieco glosem:

Kali, jeste's wierny i roztropny, wiec ufam, ze spelnisz to, co ci powiem. Gdybym nie wr'ocil, a panienka umarla, to zostawisz ja w drzewie, ale naokolo drzewa wzniesiesz wysoka zeribe, a na korze wytniesz taki oto wielki znak.

I wziawszy dwa bambusy zlozyl je w krzyz.

Po czym tak m'owil dalej:

Je'sli za's bibi nie umrze, ale ja nie wr'oce, to bedziesz ja czcil i sluzyl wiernie, a potem zaprowadzisz ja do swego ludu i powiesz wojownikom Wa-hima, zeby szli z nia ciagle na wsch'od, az do Wielkiego Morza. Tam znajdziesz bialych ludzi, kt'orzy wam dadza duzo strzelb, prochu, paciork'ow, drutu i tyle pl'otna, ile zdolacie unie's'c. Zrozumiale's?

A mlody Murzyn rzucil sie przed nim na kolana, objal jego nogi i poczal powtarza'c zalo'snie:

O bwana kubwa! wr'oci'c, wr'oci'c, wr'oci'c!

Stasia wzruszylo przywiazanie czarnego chlopaka, wiec schylil sie, polozyl mu reke na glowie i rzekl:

Id'z do drzewa, Kali, i niech cie B'og blogoslawi!

Zostawszy sam namy'slal sie jeszcze przez chwile, czy nie wzia'c z soba osla. Bylo to bezpieczniej, albowiem lwy w Afryce, zar'owno jak tygrysy w Indiach, w razie spotkania czlowieka jadacego na koniu lub o'sle rzucaja sie zawsze na zwierze, nie na czlowieka. Ale zadal sobie pytanie, kto w takim razie bedzie nosil namiot Nel i na czym ona sama pojedzie? Po tej uwadze odrzucil natychmiast my'sl zabrania osla i pu'scil sie piechota w dzungle.

Ksiezyc wyplynal juz wyzej na niebo, bylo przeto znacznie widniej. Jednakze trudno'sci rozpoczely sie zaraz, jak tylko chlopiec zanurzyl sie w trawy, kt'ore wyrosly juz tak wysoko, ze i czlowiek na koniu m'ogl sie w nich z latwo'scia ukry'c. Nawet w dzie'n nie bylo w nich na krok nic wida'c, a c'oz dopiero w nocy, kiedy ksiezyc o'swiecal tylko ich wierzcholki, a nizej wszystko pograzone bylo w glebokim cieniu. W takich warunkach latwo jest zmyli'c droge i chodzi'c w k'olko, zamiast posuwa'c sie naprz'od; Stasiowi dodawala wszelako odwagi ta my'sl, ze naprz'od, obozowisko, ku kt'oremu szedl, bylo odlegle od cypla co najwyzej o trzy lub cztery mile angielskie, a po wt'ore, ze dym ukazal sie miedzy wierzcholkami dw'och wynioslych pag'ork'ow zatem nie tracac z oczu pag'ork'ow nie mozna bylo zbladzi'c. Ale trawy, mimozy i akacje przeslanialy wszystko. Na szcze'scie co kilkadziesiat krok'ow wznosily sie kopce termit'ow, wysokie niekiedy na kilkana'scie st'op. Sta's ustawial ostroznie strzelbe pod kazdym kopcem, potem wdrapywal sie na jego szczyt i dojrzawszy wzg'orza rysujace sie czarno na tle nieba, zlazil i szedl dalej.

Strach go tylko bral na my'sl, co bedzie, je'sli chmury zaslonia ksiezyc i niebo, albowiem w'owczas znalazlby sie jak w podziemiu. Ale nie bylo to jedyne niebezpiecze'nstwo. Dzungla w nocy, gdy w'sr'od ciszy slycha'c kazdy odglos, kazdy krok i niemal szelest, jaki robia owady lazace po trawach, jest wprost przerazajaca. Unosi sie nad nia lek i zgroza. Sta's musial zwaza'c na wszystko, nasluchiwa'c, czuwa'c, rozglada'c sie na wszystkie strony, mie'c glowe jak na 'srubkach, a strzelbe gotowa w kazdej sekundzie do strzalu. Co chwila wydawalo mu sie, ze co's sie zbliza, skrada, przyczaja. Niekiedy znowu slyszal poruszajace sie trawy i nagly tetent uciekajacych zwierzat.Domy'slal sie w'owczas, ze sploszyl antylopy, kt'ore mimo rozstawionych strazy 'spia czujnie, wiedzac, ze niejeden straszny plowy my'sliwiec poluje w ciemno'sciach o tej porze. Ale oto co's wielkiego czerni sie pod parasolowata akacja. Moze to skala, a moze nosorozec lub baw'ol, kt'ory zwietrzywszy czlowieka ocknie sie z drzemki i rzuci sie natychmiast do ataku. Tam zn'ow za czarnym krzem wida'c dwa blyszczace punkty. Hej! strzelba do twarzy. To lew! Nie! Pr'ozny alarm! To latarniki, bo jedno 'swiatelko wznosi sie w g'ore i leci nad trawami jak spadajaca uko'snie gwiazda. Sta's wlazil na termitiery nie zawsze dlatego, by przekona'c sie, czy idzie w dobrym kierunku, ale i dlatego, by obetrze'c spocone zimnym potem czolo, odetchna'c i poczeka'c, az mu sie uspokoi bijace zbyt po'spiesznie serce. Byl przy tym tak juz zmeczony, ze ledwie trzymal sie na nogach.

Lecz szedl naprz'od w tej my'sli, ze tak trzeba dla uratowania Nel. Po dw'och godzinach wydostal sie na grunt gesto usiany kamieniami, gdzie trawy byly nizsze i bylo znacznie widniej. Dwa wyniosle wzg'orza rysowaly sie r'ownie daleko jak przedtem; natomiast blizej biegl poprzecznie zrab skalny, za kt'orym wznosil sie drugi, wyzszy, oba za's otaczaly widocznie jaka's doline albo waw'oz podobny do tego, w kt'orym zamkniety byl King.

Nagle, o jakie trzysta lub czterysta krok'ow na prawo, spostrzegl na 'scianie skalnej r'ozowy odblask plomienia.

I stanal. Serce bilo mu zn'ow tak, ze nieledwie slyszal je w'sr'od ciszy nocnej. Kogo tam zobaczy na dole? Arab'ow ze wschodnich wybrzezy? Derwisz'ow Smaina czy tez dzikich Murzyn'ow, kt'orzy opu'sciwszy rodzinne wioski chronia sie przed derwiszami w niedostepne g'orskie komysze? Czy znajdzie 'smier'c albo niewole, czy tez ratunek dla Nel?

Trzeba sie bylo o tym przekona'c. Cofa'c sie juz nie m'ogl i nie chcial. Po chwili poczal sie skrada'c w kierunku ognia, idac jak najciszej i tamujac dech w piersiach. Uszedlszy tak okolo stu krok'ow, uslyszal niespodzianie od strony dzungli parskanie koni i zatrzymal sie znowu. Przy 'swietle ksiezyca naliczyl ich pie'c. Jak na derwisz'ow bylo to malo, ale przypuszczal, ze reszta ukryta jest moze w wysokich trawach. Dziwilo go tylko to, ze nie ma przy nich zadnych strazy, ze te straze nie pala na g'orze ogni dla odstraszenia dzikich zwierzat. Ale dziekowal Bogu, ze tak bylo, gdyz m'ogl posuwa'c sie dalej niedostrzezony.

Blask na skalach czynil sie coraz wyra'zniejszy. Zanim uplynal kwadrans, Sta's znalazl sie w miejscu, w kt'orym przeciwlegla skala byla najmocniej o'swiecona, co wskazywalo, ze u jej st'op musi sie pali'c ogie'n.

W'owczas czolgajac sie dopelznal z wolna do krawedzi i spojrzal w d'ol.

Pierwszym przedmiotem, kt'ory uderzyl jego oczy, byl wielki namiot; przed namiotem stalo polowe pl'ocienne l'ozko, a na nim lezal czlowiek przybrany w bialy ubi'or europejski.

Maly, moze dwunastoletni Murzynek dokladal suchego paliwa do ognia, kt'ory o'swiecal 'sciane skalna i szeregi Murzyn'ow 'spiace pod nia z obu stron namiotu.

Sta's w jednej chwili zsunal sie z pochylo'sci na dno wawozu.


ROZDZIA L XXX | W pustyni i w puszczy | ROZDZIA L XXXII