home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add

- advertisement



Rozdzial XXIX

Latwo zrozumie'c, jak przyjal ksiaze relacje, kt'ora mu 'switaniem pan Skrzetuski uczynil, o odmowie Osi'nskiego i Koryckiego. Wszystko tak sie skladalo, iz trzeba bylo tak wielkiej duszy, jaka mial 'ow zelazny knia'z, by sie nie ugia'c, nie zwatpi'c i rak nie opu'sci'c. Pr'ozno mial olbrzymia fortune na utrzymanie wojsk rujnowa'c, pr'ozno sie mial miota'c jak lew w sieci, pr'ozno urywa'c jedna po drugiej glowy buntu, dokazywa'c cud'ow mestwa, wszystko na pr'ozno! Nadchodzila chwila, w kt'orej musial poczu'c wlasna bezsilno's'c, cofna'c sie gdzie's daleko w spokojne kraje i pozosta'c niemym 'swiadkiem tego, co dzialo sie na Ukrainie. I kt'oz to go tak ubezwladnil? Oto nie miecze kozackie, ale nieche'c swoich. Czyz nie slusznie spodziewal sie ruszajac w maju z Zadnieprza, ze gdy jako orzel z g'ory na bunt uderzy, gdy w powszechnym przerazeniu i poplochu pierwszy szable nad glowa wzniesie, wnet cala Rzeczpospolita w pomoc mu przyjdzie i swa sile, sw'oj miecz karzacy w jego rece powierzy? Tymczasem c'oz sie stalo? Kr'ol umarl, a po jego 'smierci regimentarstwo oddano w inne rece jego za's, ksiecia, ostentacyjnie pominieto. Bylo to pierwsze ustepstwo uczynione Chmielnickiemu i nie z powodu utraconej godno'sci cierpiala dusza ksiecia, ale cierpiala na my'sl, ze ta zdeptana Rzeczpospolita tak juz upadla nisko, iz nie chce walki na 'smier'c, iz cofa sie przed jednym Kozakiem i ukladami woli zuchwala jego prawice powstrzyma'c. Od chwili zwyciestwa pod Machn'owka coraz gorsze wiadomo'sci przychodzily do obozu: wiec naprz'od wie's'c o ukladach przez pana Kisiela[1878] przyslana, potem wie's'c o zalaniu Polesia[1879] woly'nskiego przez fale buntu na koniec odmowa ze strony pulkownik'ow, wykazujaca jasno, jak dalece gl'owny regimentarz, ksiaze Dominik Zaslawski-Ostrogski[1880], byl nieprzyja'znie dla Wi'sniowieckiego usposobiony. Wla'snie podczas niebytno'sci pana Skrzetuskiego przybyl do obozu pan Korsz Zienkowicz z doniesieniem, iz cale Owruckie w ogniu juz stoi. Lud tam cichy, nie rwal sie do buntu, ale przyszli Kozacy pod Krzeczowskim i P'olksiezycem i gwaltem zmuszali czer'n, by sie garnela w ich szeregi. Dwory wiec i miasteczka zostaly popalone, szlachta, kt'ora nie uszla wycieta, a miedzy innymi stary pan Jelec, dawny sluga i przyjaciel domu Wi'sniowieckich. Ulozyl sobie tedy ksiaze, ze po polaczeniu sie z Osi'nskim i Koryckim zniesie Krzywonosa, a potem na p'olnoc ku Owruczowi[1881] ruszy, aby porozumiawszy sie z hetmanem litewskim[1882] w dwa ognie wzia'c buntownik'ow. Ale te wszystkie plany upadaly teraz z powodu zakazu danego obydwom pulkownikom przez ksiecia Dominika. Jeremi bowiem po wszystkich pochodach, bitwach i trudach nie byl do's'c silny, by sie z Krzywonosem mierzy'c, zwlaszcza ze i wojewody kijowskiego nie byl pewien. Pan Janusz bowiem naprawde dusza i sercem nalezal do partii pokojowej. Ugial sie on przed powaga i potega Jeremiego i musial z nim i's'c, ale im bardziej widzial owa powage zachwiana, tym sklonniejszy byl do stawienia oporu wojowniczym checiom ksiazecym, co tez sie zaraz pokazalo.

Zdawal wiec sprawe pan Skrzetuski, a ksiaze sluchal go w milczeniu. Wszystka starszyzna byla obecna posluchaniu, wszystkie twarze sposepnialy na wie's'c o odmowie pulkownik'ow, a oczy zwr'ocily sie na ksiecia, kt'oren[1883] rzekl:

Wiec to ksiaze Dominik przyslal im zakaz?

Tak jest. Pokazywali mi go na pi'smie.

Jeremi wsparl sie rekoma o st'ol i twarz ukryl w dlonie. Po chwili za's m'owil:

Zaiste, jest to wiecej, niz czlowiek przenie's'c[1884] moze. Zali ja jeden mam pracowa'c i zamiast pomocy jeszcze impediment'ow[1885] doznawa'c? Zali[1886] to nie moglem hen, az ku Sandomierzu, do swoich majetno'sci p'oj's'c i tam spokojnie siedzie'c? A przecz[1887]-zem tego nie uczynil, je'sli nie dla milo'sci ku ojczy'znie? Oto mi nagroda teraz za trudy, za uszczerbek w fortunie, za krew...

Knia'z m'owil spokojnie, ale taka gorycz, taki b'ol drgal w jego glosie, ze wszystkie serca 'scisnely sie zalem. Starzy pulkownicy, weterani spod Putywla[1888], Starca[1889], Kumejk'ow[1890], i mlodzi zwyciezcy z ostatniej wojny pogladali na niego z niewyslowiona troska w oczach, bo wiedzieli, jaka ciezka walke stacza z samym soba ten zelazny czlowiek, jak strasznie musi cierpie'c jego duma od upokorze'n, kt'ore sie na niego zwalily. On, knia'z z bozej milo'sci on, wojewoda ruski, senator Rzeczypospolitej, musial ustepowa'c takim Chmielnickim i Krzywonosom; on, monarcha prawie, kt'ory niedawno jeszcze przyjmowal posl'ow postronnych wladc'ow, musial sie cofna'c z pola chwaly i zamkna'c w jakim zameczku czekajac na rezultat wojny, kt'ora inni prowadzi'c beda, albo upokarzajacych uklad'ow. On, stworzony do wielkich przeznacze'n, czujac sile, by im sprosta'c musial sie uzna'c bezsilnym...

Cierpienie to razem z trudami odbilo sie na jego postaci. Wychudl znacznie, oczy mu wpadly, czarna jak skrzydlo kruka czupryna siwie'c poczela. Ale jaki's wielki, tragiczny spok'oj rozlal sie po jego twarzy, bo duma bronila mu zdradzi'c sie z cierpieniem.

Ha, niechze tak bedzie! rzekl. Pokazemy tej niewdziecznej ojczy'znie, iz nie tylko wojowa'c, ale i zgina'c dla niej potrafimy. Zaiste, wolalbym slawniejsza 'smiercia w jakiej innej wojnie polec niz przeciw chlopstwu w domowej zawierusze, ale trudno!

Mo'sci ksiaze przerwal wojewoda kijowski nie m'ow wasza ksiazeca mo's'c o 'smierci, bo cho'c nie wiadomo, co komu B'og przeznaczyl, ale przecie jeszcze moze do niej daleko. Uwielbiam ja wojenny geniusz i rycerski animusz waszej ksiazecej mo'sci, ale przecie nie moge bra'c za zle ani vice-rexowi[1891], ani kanclerzowi, ani regimentarzom, ze te wojne domowa staraja sie ukladami zahamowa'c, bo'c sie to bratnia krew w niej leje, a z obop'olnej zawzieto'sci kt'oz, je'sli nie zewnetrzny nieprzyjaciel, bedzie korzystal?

Ksiaze popatrzyl dlugo w oczy wojewodzie i rzekl dobitnie:

Zwyciezonym laske okazcie, to ja przyjma z wdzieczno'scia i pamieta'c beda; u zwyciezc'ow w pogarde tylko p'ojdziecie. Bogdaj temu ludowi nikt nigdy krzywd nie byl czynil! Ale gdy raz bunt rozgorzal, tedy nie ukladami, ale krwia gasi'c go trzeba. Inaczej ha'nba i zguba nam!

Predsza zguba, gdy na wlasna reke wojne prowadzi'c bedziem odpowiedzial wojewoda.

Czy to znaczy, ze wasza mo's'c nie p'ojdziesz dalej ze mna?

Mo'sci ksiaze! Boga na 'swiadka biore, ze nie stanie sie to ze zlej ku wam woli, ale sumienie mnie m'owi, izbym na oczywista zgube ludzi moich nie wystawial, bo'c to krew droga i przyda sie jeszcze Rzeczypospolitej.

Ksiaze zamilkl, a po chwili zwr'ocil sie ku swoim pulkownikom:

Wy, starzy towarzysze, nie opu'scicie mnie przecie, nieprawda?

Na te slowa pulkownicy, jakoby jedna sila i wola popchnieci, rzucili sie ku ksieciu. Niekt'orzy calowali jego szaty, inni obejmowali kolana, inni rece ku g'orze podnoszac wolali:

My przy tobie do ostatniego tchu, do ostatniej krwi!

Prowad'z! Prowad'z! Bez zoldu sluzy'c bedziem!

Mo'sci ksiaze, i mnie przy sobie umiera'c pozw'ol! wolal zaploniony jak panna mlody pan Aksak.

Widzac to nawet wojewoda kijowski byl wzruszony, a ksiaze od jednego do drugiego chodzil, 'sciskal kazdego za glowe i dziekowal. Zapal wielki ogarnal starszych i mlodszych. Z oczu wojownik'ow sypaly sie iskry, rece co chwila chwytaly za szable.

Z wami zy'c, z wami umiera'c! m'owil ksiaze.

Zwyciezymy! wolali oficerowie. Na Krzywonosa! Pod Polonne! Kto chce nas opu'sci'c, niechaj to uczyni. Obejdziemy sie bez pomocy. Nie chcemy sie dzieli'c ni chwala, ni 'smiercia!

Mo'sci panowie! rzekl na to ksiaze. Wola jest moja, aby'smy, nim na Krzywonosa ruszymy, zazyli cho'c kr'otkiego spoczynku, kt'oren by sily nasze m'ogl restaurowa'c. Oto juz trzeci miesiac idzie, jak nie zsiadamy prawie z koni. Od trud'ow, niewywczas'ow i zmienno'sci aury juz cialo odpada nam od ko'sci. Koni nie mamy, piechoty nasze boso chodza. P'ojdziem tedy pod Zbaraz[1892], tam sie odzywim i wypoczniem, moze tez co's zolnierzy skupi sie do nas i z nowymi silami ruszymy w ogie'n.

Kiedy wasza ksiazeca mo's'c rozkaze ruszy'c? pytal stary Za'cwilichowski.

Bez zwloki, stary zolnierzu, bez zwloki!

Tu ksiaze zwr'ocil sie do wojewody:

A wasza milo's'c dokad sie chcesz uda'c?

Pod Gliniany, bo slysze, ze tam sie wojska kupia[1893].

Tedy odprowadzimy wasza mo's'c az do spokojnej okolicy, aby wam sie przypadek jaki nie trafil.

Wojewoda nie odrzekl nic, bo mu sie stalo jako's niesmaczno. On ksiecia opuszczal, a ksiaze mu jeszcze troskliwo's'c okazywal i odprowadzi'c go zamierzal. Byla-li to ironia w slowach ksiecia wojewoda nie wiedzial, niemniej przeto zamiaru swego nie zaniechal, bo pulkownicy ksiazecy coraz niechetniej na niego patrzyli i jasnym bylo, ze w kazdym innym, mniej karnym wojsku tumult by przeciw niemu powstal.

Sklonil sie wiec i wyszedl; pulkownicy tez porozchodzili sie, kazdy do swojej choragwi, aby je do pochodu sprawi'c; zostal tylko z ksieciem sam Skrzetuski.

Jaki tam zolnierz pod tymi choragwiami? spytal ksiaze.

Tak przedni, ze lepszego nie znale'z'c. Dragonia[1894] moderowana na niemiecki lad, a w gwardii pieszej sami weterani z trzydziestoletniej wojny. Gdym ich ujrzal, my'slalem, ze triarii[1895] rzymscy.

Sila ich jest?

Dwa pulki z dragonia, razem trzy tysiace ludzi.

Szkoda, szkoda, wielkich rzeczy mozna by z taka pomoca dokaza'c!

Cierpienie widocznie odmalowalo sie na twarzy ksiecia. Po chwili rzekl jakby sam do siebie:

Nieszcze'snie to wybrano takich regimentarzy na te czasy kleski! Ostror'og bylby dobry, gdyby wymowa a lacina mozna te wojne zazegna'c; Koniecpolski, dziewierz[1896] m'oj, z krwi wojownik'ow, ale mlodzik bez do'swiadczenia, a za's Zaslawski ze wszystkich najgorszy. Znam ja jego od dawna. Czlek to malego serca i mialkiego umyslu. Jego rzecz nad dzbanem drzema'c i przed sie na brzuch spluwa'c, nie wojska sprawowa'c... Tego ja glo'sno nie m'owie, by nie sadzono, iz mnie invidia[1897] podnieca, ale straszne kleski przewiduje. I to teraz, teraz wla'snie, tacy ludzie wzieli ster w dlonie! Boze, Boze, odwr'o'c ten kielich[1898]! Co sie tez stanie z ta ojczyzna? Gdy o tym my'sle, 'smierci predkiej pragne, bom tez juz zmorzon bardzo, i m'owie ci: niedlugo odejde. Dusza sie rwie do wojny, ale cialu sil braknie.

Wasza ksiazeca mo's'c powinien by's wiecej zdrowia chroni'c, bo calej ojczy'znie sila[1899] na nim zalezy, a juz tez zna'c, ze trudy bardzo wasza ksiazeca mo's'c poszczerbily.

Ojczyzna zna'c inaczej my'sli, gdy mnie pominieto; i teraz szable mi z reki wytracaja.

Gdy B'og da, kr'olewicz Karol[1900] infule[1901] na korone zmieni, bedzie wiedzial, kogo wynie's'c, a kogo kara'c, wasza ksiazeca mo's'c za's do's'c potezny jeste's, by o nikogo teraz nie dba'c.

P'ojde tez swoja droga.

Ksiaze nie spostrzegal sie moze, ze torem innych kr'olewiat polityke na wlasna reke prowadzil, ale gdyby sie w tym i obaczyl, bylby jej nie odstapil, bo to jedno czul dobrze, iz honor Rzeczypospolitej ratuje.

I zn'ow nastala chwila milczenia, kt'ora wkr'otce przerwalo rzenie koni i glosy trabek obozowych. Choragwie szykowaly sie do pochodu. Glosy te zbudzily ksiecia z zamy'slenia, trzasnal glowa, jakby cierpienie i zle my'sli chcial strzasna'c, po czym rzekl:

A droge miale's spokojna?

Spotkalem w lasach mszynieckich spora watahe chlopstwa, na dwie'scie ludzi, kt'ora starlem.

Dobrze. A je'nc'ow wziale's, bo to teraz wazna rzecz?

Wzialem, ale...

Ale kazale's juz ich sprawi'c, tak?

Nie, wasza ksiazeca mo's'c! Pu'scilem ich wolno.

Jeremi spojrzal ze zdziwieniem na Skrzetuskiego, po czym brwi jego 'sciagnely sie nagle.

C'oz to? czy i ty do pokojowej partii juz nalezysz? Co to znaczy?

Wasza ksiazeca mo's'c, jezyka przywiozlem, bo miedzy chlopstwem byl przebrany szlachcic, kt'ory zostal zyw. Za's innych pu'scilem, bo B'og laske na mnie zeslal i pocieszenie. Kare chetnie poniose. Ten szlachcic to jest pan Zagloba, kt'oren mnie wie's'c o kniazi'ownie przyni'osl.

Ksiaze zblizyl sie zywo do Skrzetuskiego.

Zyje? Zdrowa?

Bogu najwyzszemu chwala! Tak jest!

I gdzie sie schronila?

Jest w Barze[1902].

To potezna forteca. M'oj chlopcze! tu ksiaze rece w g'ore wyciagnal i wziawszy glowe pana Skrzetuskiego ucalowal go kilkakro'c w czolo Raduje sie twoja rado'scia, bo cie jak syna kocham.

Pan Jan ucalowal serdecznie reke ksiazeca i cho'c od dawna juz bylby za niego chetnie krew przelal, przecie poczul teraz na nowo, iz na jego rozkaz skoczylby i w pieklo gorejace. Tak 'ow gro'zny i okrutny Jeremi umial sobie jedna'c serca rycerstwa.

No, nie dziwie ci sie, ze's tych chlop'ow pu'scil. Ujdzie ci to bezkarnie. Ale to 'cwik ten szlachcic! To on ja tedy az z Zadnieprza do Baru przeprowadzil? Chwala Bogu! W tych ciezkich czasach i dla mnie to prawdziwa pociecha. 'Cwik to, 'cwik musi by'c nie lada! A dawaj no tu tego Zaglobe!

Pan Jan ra'zno ku drzwiom ruszyl, ale w tej chwili rozwarly sie one nagle i ukazala sie w nich plomienista glowa pana Wierszulla, kt'oren z nadwornymi Tatary[1903] na daleki podjazd byl poslany.

Mo'sci ksiaze! zawolal oddychajac ciezko. Polonne[1904] Krzywonos wzial, ludzi dziesie'c tysiecy w pie'n wycial, niewiast, dzieci.

Pulkownicy zaczeli sie znowu schodzi'c i cisna'c kolo Wierszulla, przylecial i wojewoda kijowski, ksiaze za's stal zdumialy, bo sie nie spodziewal takiej wie'sci.

Toz tam sama Ru's sie zamknela! To chyba nie moze by'c!

Jedna dusza zywa z miasta nie wyszla.

Slyszysz wasza mo's'c rzekl ksiaze zwracajac sie do wojewody prowad'zze uklady z takim nieprzyjacielem, kt'oren swoich nawet nie szczedzi!

Wojewoda sapnal i rzekl:

O dusze pieskie! Kiedy tak, niechze diabli porwa wszystko! P'ojde jeszcze z wasza ksiazeca mo'scia!

A to's mi brat! rzekl ksiaze.

Niech zyje wojewoda kijowski! zakrzyknal stary Za'cwilichowski.

Niech zyje zgoda!

A ksiaze zwr'ocil sie zn'ow do Wierszulla:

Gdzie rusza z Polonnego? Nie wiadomo?

Podobno pod Konstantyn'ow[1905].

O na Boga! To pulki Osi'nskiego i Koryckiego sa zgubione, bo z piechota uj's'c nie zdaza. Trzeba urazy zapomnie'c i w pomoc im ruszy'c. Na ko'n! Na ko'n!

Twarz ksiazeca zaja'sniala rado'scia, a rumieniec oblal na nowo wychudle policzki, bo droga slawy zn'ow stanela przed nim otworem.


Rozdzia l XXVIII | Ogniem i mieczem | Rozdzia l XXX