home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



Rozdzial XIV

Na koniec zabrzmialo Te Deum laudamus[2593] w warszawskiej katedrze i pan siadl na majestacie, huczaly dziala, bily dzwony i otucha poczela wstepowa'c we wszystkie serca. Przecie minal juz czas bezkr'olewia, czas zawichrze'n i niepokoj'ow, tym straszniejszy dla Rzeczypospolitej, iz przypadl w chwilach powszechnej kleski. Ci, co drzeli na my'sl grozacych niebezpiecze'nstw, teraz, gdy elekcja odbyla sie nad podziw zgodnie, odetchneli gleboko. Wielom[2594] zdawalo sie, iz bezprzykladna wojna domowa minela juz raz na zawsze i ze nowo obranemu panu pozostaje tylko sad nad winnymi. Jakoz nadzieje te podtrzymywalo i zachowanie sie samego Chmielnickiego. Kozacy pod Zamo'sciem, szturmujac zaciekle do zamku, glo'sno jednak o'swiadczali sie za Janem Kazimierzem[2595]. Chmielnicki slal przez ksiedza Huncla Mokrskiego listy pelne podda'nczej wierno'sci, a przez innych posla'nc'ow pokorne pro'sby o laske dla siebie i wojska zaporoskiego. Wiedziano tez, ze kr'ol, zgodnie z polityka kanclerza Ossoli'nskiego, pragnie znaczne Kozakom poczyni'c ustepstwa. Jak niegdy's przed pilawiecka kleska[2596] wojna, tak teraz pok'oj byl na wszystkich ustach. Spodziewano sie, ze po tylu kleskach Rzeczpospolita odetchnie i pod nowym panowaniem ze wszystkich ran sie wygoi.

Nareszcie wyjechal 'Smiarowski z listem kr'olewskim do Chmielnickiego i wkr'otce rozeszla sie wie's'c radosna, ze Kozacy ustepuja spod Zamo'scia, ustepuja az na Ukraine, gdzie spokojnie czeka'c beda rozkaz'ow kr'olewskich i komisji, kt'ora rozpatrzeniem ich krzywd ma sie zaja'c. Zdawalo sie, ze po burzy tecza siedmiobarwna zawisla nad krajem, zwiastujaca cisze i pogode.

Nie braklo wprawdzie niepomy'slnych wr'ozb i przepowiedni, ale wobec pomy'slnej rzeczywisto'sci nie przywiazywano do nich wagi. Kr'ol pojechal do Czestochowy, by naprz'od opiekunce boskiej za wyb'or podziekowa'c i pod opieke dalsza sie odda'c, a nastepnie do Krakowa na koronacje. Za nim pociagneli dygnitarze, Warszawa opustoszala, zostali w niej tylko exules[2597] z Rusi, kt'orzy do swych zrujnowanych fortun wraca'c jeszcze nie 'smieli lub tez nie mieli po co.

Ksiaze Jeremi, jako senator Rzeczypospolitej, musial uda'c sie z kr'olem, Wolodyjowski za's i Zagloba na czele jednej choragwi drago'nskiej pociagneli 'spiesznymi pochodami do Zamo'scia, by Skrzetuskiemu szcze'sliwa nowine o przygodzie Bohunowej zwiastowa'c, a nastepnie razem na poszukiwanie kniazi'owny wyruszy'c.

Pan Zagloba opuszczal Warszawe nie bez pewnego zalu, bo w tym niezmiernym zje'zdzie szlachty, w gwarze elekcyjnym, w ciaglych hulankach i burdach na wsp'olke z Wolodyjowskim czynionych bylo mu tak dobrze, jak rybie w morzu. Ale pocieszal sie my'sla, ze wraca do zycia czynnego, do poszukiwa'n, przyg'od i fortel'ow, kt'orych obiecywal sobie nie skapi'c, a zreszta mial on swoja opinie o niebezpiecze'nstwach stolecznych, kt'ora w nastepujacy spos'ob Wolodyjowskiemu wyluszczal:

Prawda jest, panie Michale m'owil ze dokonali'smy wielkich rzeczy w Warszawie, ale bro'n Boze dluzszego pobytu, tak, m'owie ci, zniewie'scieliby'smy jako 'ow slawny Kartagi'nczyk, kt'orego slodko's'c aury w Kapui[2598] ze szczetem zdebilitowala[2599]. A najgorsze ze wszystkiego bialoglowy. One kazdego do zguby doprowadza, bo to sobie zauwaz, ze nie masz nic zdradliwszego nad niewiaste. Czlowiek sie starzeje, ale go jeszcze ciagna...

Et, dalby's wa'cpan pok'oj! przerwal Wolodyjowski.

Sam ja to sobie czesto powtarzam, bo czas by byl sie ustatkowa'c jeno krew mam jeszcze zbyt goraca. W tobie jest wiecej flegmy, a we mnie sama cholera[2600]. Ale mniejsza z tym. Zaczniemy teraz inne zycie. Juz tez, bywalo, przykrzylo mi sie nieraz bez wojny. Choragiewke mamy dobrze okryta, a tam, pod Zamo'sciem, dokazuja jeszcze kupy swawolne[2601], to sie z nimi, idac po kniazi'owne, zabawimy. Obaczymy tez i Skrzetuskiego, i tego wielkoluda, tego zurawia litewskiego, te tyke chmielowa, pana Longina, bo'smy go tez sila[2602] czasu nie widzieli.

Wa'cpan tesknisz po nim, a jak go widzisz, to spokoju mu nie dajesz.

Bo co sie odezwie, to tak jakby tw'oj ko'n ogonem ruszyl; a ciagnie kazde slowo jak szewc sk'ore. Wszystko u niego w sile poszlo, nie w glowe. Jak kogo we'zmie w ramiona, to mu zebra przez sk'ore powyciska, nie masz za's takowego dziecka w Rzeczypospolitej, kt'ore by go najsnadniej[2603] na hak przywie's'c[2604] nie moglo. Slychanaz to rzecz, zeby czlek takiej fortuny taki byl hebes[2605]?

Za's on naprawde ma taka fortune?

On? Jakem go poznal, trzos mial taki wypchany, ze sie opasa'c nim nie m'ogl, i tak go nosil, jako wedzona kielbase. Mozna bylo nim jak kijem macha'c, ani sie zgial. Sam mnie m'owil, ile ma wsi'ow[2606]: Myszykiszki, Psikiszki, Pigwiszki, Syruciany, Ciapuciany, Kapu'sciany (raczej Kapu'sciana ale glowe), Baltupie kto by tam pamietal te wszystkie poga'nskie nazwy! Z p'ol powiatu do niego nalezy. Wielki to u bo'cwink'ow[2607] r'od, Podbipietowie.

A nie koloryzujesz wa's'c trocha o owych majetno'sciach?

Ja nie koloryzuje, bo powtarzam to, com od niego slyszal, a on przecie p'oki zyje, nie zelgal, bo zreszta i na to za glupi.

No, to bedzie Anusia pania cala geba! Ale co o nim wa'cpan m'owisz, ze glupi, na to sie zadna miara zgodzi'c nie moge. Stateczny to maz i tak roztropny, ze w potrzebie nikt lepszej rady nie udzieli... a ze nie frant[2608], to trudno. Nie kazdemu dal Pan B'og tak obrotny jezyk jak wa'sci. Co tu gada'c! Wielki to rycerz i najzacniejszy czlowiek, a dow'od: ze wa'cpan sam go milujesz i rad go ujrzysz.

Skaranie z nim boze! mruknal Zagloba. Dlategom tylko rad, ze mu bede panna Anna przypiekal.

Tego ja wa'cpanu czyni'c nie radze, bo to jest rzecz niebezpieczna... Jego cho'cby do rany przylozy'c, ale w takowym terminie pewnie by stracil cierpliwo's'c.

Niechby stracil! Uszy bym mu obcial jak panu Du'nczewskiemu.

Daj no wa'cpan pok'oj. Nieprzyjacielowi nie zyczylbym pr'obowa'c.

No, no, niech go jeno obacze!

Zyczenie to pana Zagloby spelnilo sie predzej, niz my'slal. Dojechawszy do Ko'nskowoli, postanowil Wolodyjowski zatrzyma'c sie na odpoczynek, bo konie byly juz mocno zdrozone. Kt'oz wiec opisze zdziwienie obydw'och przyjaci'ol, gdy wszedlszy do ciemnej sieni zajazdu, w pierwszym spotkanym szlachcicu rozpoznali pana Podbipiete.

Jakze sie waszmo's'c masz! Sila[2609] czasu! Sila czasu! wolal Zagloba. A ze cie to Kozacy nie usiekli w Zamo'sciu!

Pan Podbipieta bral z kolei obydw'och w ramiona i obcalowywal po policzkach.

Oto ze'smy sie spotkali, co? powtarzal z rado'scia.

Gdzie jedziesz? pytal Wolodyjowski.

Do Warszawy, do ksiecia pana.

Ksiecia nie ma w Warszawie. Pojechal do Krakowa z kr'olem jegomo'scia, przed kt'orym ma nie's'c jablko na koronacji.

A mnie pan Weyher do Warszawy wyprawil z listem i z zapytaniem, gdzie ksiazece regimenta maja i's'c, bo juz, chwali'c Boga, w Zamo'sciu niepotrzebne.

To i nie potrzebujesz nigdzie jecha'c, bo my wieziemy ordynanse[2610].

Pan Longinus zasepil sie, bo z duszy zyczyl sobie dotrze'c do ksiecia, zobaczy'c dw'or i szczeg'olniej jedna mala os'obke na tym dworze.

Zagloba poczal mruga'c znaczaco na Wolodyjowskiego.

A taki do Krakowa pojade rzekl po chwili namyslu Litwin. Kazali mnie list odda'c, to oddam.

Chod'zmy do izby, kazemy sobie piwa zagrza'c rzekl Zagloba.

A wy gdzie jedziecie? pytal po drodze Longinus.

Do Zamo'scia, do Skrzetuskiego.

Porucznika nie ma w Zamo'sciu.

Masz babo placek! Gdziez on jest?

Kolo Choroszczyna gdzie's, gromi kupy swawolne[2611]. Chmielnicki cofnal sie, ale jego pulkownicy po drodze pala, rabuja i 'scinaja. Na tych starosta walecki odkomenderowal pana Jakuba Regowskiego, zeby ich znosil...

I Skrzetuski jest z nim takze?

Takoz. Ale oni osobno chodza, bo wielkie sa miedzy nimi emulacje[2612], o kt'orych waszmo'sciom p'o'zniej opowiem.

Tymczasem weszli do izby. Zagloba kazal zagrza'c trzy garnce piwa, po czym zblizywszy sie do stolu, za kt'orym Wolodyjowski z panem Longinem juz zasiedli, rzekl:

Bo wa'cpan, panie Podbipieta, nie wiesz najwiekszej i szcze'sliwej nowiny, ze'smy z panem Michalem Bohuna na 'smier'c usiekli.

Litwin az sie z lawy podni'osl.

Braciaz wy rodzeni, mozez to by'c?

Jak nas tu zywych widzisz.

I wy jego we dw'och usiekli?

Tak jest.

Oto nowina! A Boze, Boze! m'owil Litwin plasnawszy w dlonie. M'owisz wa'cpan: we dw'och! Jak to we dw'och?

Bom go naprz'od przez fortele do tego doprowadzil, ze nas wyzwal rozumiesz wasze? po czym pan Michal pierwszy stanal i tak go, m'owie wa'sci, pokrajal jak wielkanocne prosie, rozebral go jak pieczonego kaplona rozumiesz wasze?

To wa's'c drugi nie stawal?

No, patrzcie sie! rzekl Zagloba. Widze, ze wa's'c musiale's sobie krew puszcza'c i ze slabo'sci na umy'sle szwankujesz. Rozumialze's, ze bede z trupem stawal albo ze lezacego juz bede docinal?

Bo m'owile's wa's'c, ze'scie go we dw'och usiekli.

Pan Zagloba ramionami ruszyl.

'Swietej cierpliwo'sci z tym czlowiekiem! Panie Michale, zali[2613] nie obydw'och nas Bohun wyzwal?

Tak jest rzecze Wolodyjowski.

Pojale's wa's'c teraz?

Niech i tak bedzie odparl Longinus. To pan Skrzetuski szukal Bohuna pod Zamo'sciem, a jego tam juz nie bylo.

Jak to go Skrzetuski szukal?

Musze juz, jak widze, wszystko ab ovo[2614] wa'cpanom opowiedzie'c, wla'snie tak, jak sie odbylo rzekl pan Longinus. Zostali'smy tedy, jak wiecie, w Zamo'sciu, a wy ruszyli'scie do Warszawy. Na Kozak'ow nie czekali'smy zbyt dlugo. Przyszly ich chmary nieprzejrzane spode Lwowa, ze okiem wszystkich z mur'ow nie objale's. Ale nasz ksiaze tak Zamo's'c opatrzyl, ze byliby pod nim dwa lata stali. My'sleli'smy, ze nie beda wcale szturmowali i wielki byl z tego powodu miedzy nami smutek, bo kazdy sobie rozkosze z ich kleski obiecywal, a ze byli z nimi i Tatarzy, wiec ja takze mialem nadzieje, ze mnie Pan B'og milosierny da moje trzy glowy...

Pro's go wa'cpan o jedna, pro's o jedna, a dobra przerwal Zagloba.

A wa'cpan zawsze taki sam!... slucha'c hadko[2615] rzekl Litwin. My'sleli'smy tedy, ze nie beda szturmowali, oni tymczasem, jako to szaleni w swej zatwardzialo'sci, zaraz wzieli sie do budowania machin, a potem nuz szturmowa'c! Pokazalo sie p'o'zniej, ze Chmielnicki sam nie chcial, ale Czarnota, ich obo'zny, wzial na niego napada'c i m'owi'c, ze to go tch'orz oblecial ze juz z Lachami my'sli sie brata'c wiec Chmielnicki pozwolil i pierwszego Czarnote poslal. Co sie dzialo, braciaszki, tego ja wam nie wypowiem. 'Swiata zza dymu i zza ognia nie bylo wida'c. Poszli z poczatku odwaznie, zasypali fose, darli sie na mury; ale'smy im tak przygrzeli, ze potem i od mur'ow, i od wlasnych machin pouciekali; dopiero wypadli'smy za nimi w cztery choragwie i narzneli'smy jak bydla.

Wolodyjowski zatarl rece.

Uch! zaluje, zem nie byl na tym festynie wykrzyknal z uniesieniem.

I ja bylbym sie tam przydal rzekl ze spokojna pewno'scia Zagloba.

A juz wtedy najwiecej dokazywali pan Skrzetuski i pan Jakub Regowski m'owil dalej Litwin obaj wielcy kawalerowie, ale zgola sobie nieprzyja'zni. Zwlaszcza pan Regowski krzywil sie na Skrzetuskiego i bylby niezawodnie szukal okazji, gdyby nie to, ze pan Weyher pod gardlem zabronil pojedynk'ow. Nie rozumieli'smy z poczatku, o co panu Regowskiemu chodzi, az i wyszlo na wierzch, ze to krewny pana Laszcza[2616], kt'orego ksiaze z powodu pana Skrzetuskiego, jak pamietacie, z obozu wypedzil. Stad zlo's'c w Regowskim do ksiecia, do nas wszystkich, a zwlaszcza do porucznika, stad i emulacja miedzy nimi, kt'ora obu w tym oblezeniu wielka slawa okryla, bo sie jeden nad drugiego wysadzal. Obaj byli pierwsi i na murach, i w wycieczkach, az wreszcie sprzykrzylo sie Chmielnickiemu szturmowa'c i regularne rozpoczal oblezenie, nie zaniedbujac przy tym i fortel'ow, kt'ore by go do zdobycia miasta mogly doprowadzi'c.

Tyle samo on albo i wiecej ufa w chytro's'c! rzekl Zagloba.

Szalony czlowiek, a przy tym i obscurus[2617] m'owil dalej Podbipieta sadzil, ze pan Weyher jest Niemiec, wida'c nie slyszal o wojewodach pomorskich tego nazwiska, bo napisal list, chcac staroste do zdrady nam'owi'c, jako cudzoziemca i jurgieltnika[2618]... Dopieroz mu pan Weyher odpisal, co zacz jest i jako sie 'zle z pokusa do niego wybral. Ten list, zeby to pokaza'c lepiej sw'oj walor, chcial koniecznie starosta przez kogo's znaczniejszego, nie przez trebacza wysla'c, a ze to sie jak na zgube miedzy tak dzikie bestie idzie, nie bylo chetnych miedzy towarzystwem. Inni sie tez na godno's'c ogladali, wiec ja sie podjalem i tu sluchajcie, bo co najciekawsze, to sie dopiero zaczyna.

Sluchamy pilnie rzekli dwaj przyjaciele.

Pojechalem tedy i zastalem hetmana pijanego. Przyjal mnie jadowicie, zwlaszcza gdy list przeczytal, i bulawa grozil a ja polecajac pokornie dusze Bogu, tak sobie wszystko my'slalem: juz tez je'sli mnie tknie, tak mu pie'scia glowe rozbije. Co bylo robi'c, braciaszki kochane co?

Zacnie to bylo ze strony wa'cpana tak my'sle'c rzekl z pewnym rozrzewnieniem Zagloba.

Ale go pulkownicy mitygowali i droge mu do mnie zagradzali m'owil pan Longinus a najbardziej jeden mlody, tak 'smialy, ze go wp'ol bral i odciagal m'owiac: Nie p'ojdziesz, batku[2619], upile's sie. Patrze ja, kto mnie tak broni, i dziwie sie jego 'smialo'sci, ze taki z Chmielnickim konfident az to Bohun.

Bohun? wykrzykneli Wolodyjowski i Zagloba.

Tak jest. Poznalem go, bom go w Rozlogach widzial i on mnie takoz. Slysze, m'owi do Chmielnickiego: To m'oj znajomy. A Chmielnicki, jako to predka u pijak'ow rezolucja, odpowiada: Kiedy on tw'oj znajomy, synku, tak da'c jemu pie'cdziesiat talar'ow, a ja dam respons[2620]. I dal mi respons, a co do talar'ow, rzeklem, by bestii nie drazni'c, zeby je dla hajduk'ow schowal, bo nie moda towarzyszowi[2621] musztuluk'ow[2622] bra'c. Odprawili mnie z namiotu do's'c uczciwie, ale ledwom wyszedl, przychodzi do mnie Bohun: My sie w Rozlogach widzieli m'owi. Tak jest (rzeke), jenom sie wtedy nie spodziewal, braciaszku, ze cie w tym obozie ujrze. A on na to: Nie wlasna wola, ale nieszcze'scie zagnalo! W rozmowie powiedzialem mu, jake'smy to jego za Jarmoli'ncami[2623] pobili. Jam nie wiedzial, z kim mam do czynienia (rzekl mi na to), i w reke bylem zaciety, a ludzi mialem do niczego, bo my'sleli, ze to sam knia'z Jarema ich bije. I my'smy nie wiedzieli (powiadam), bo zeby pan Skrzetuski wiedzial, ze to ty, tedyby jeden z was juz nie zyl.

Pewnie by tak bylo, ale c'oz on na to? pytal Wolodyjowski.

Zalterowal sie mocno i odwr'ocil rozmowe. Opowiadal mi, jako Krzywonos[2624] wyslal go z listami do Chmielnickiego pod Lw'ow, zeby wczasu troche zazyl, a Chmielnicki nie chcial go na powr'ot odesla'c, bo go zamy'slal do innych posylek uzy'c, jako majacego prezencje. Na koniec pyta: Gdzie pan Skrzetuski? a gdym mu powiedzial, ze w Zamo'sciu, rzekl: To sie moze spotkamy i z tym go pozegnalem.

Juz zgaduje, ze go zaraz potem Chmielnicki wyslal do Warszawy m'owil Zagloba.

Tak jest, ale czekajze wa'cpan. Wr'ocilem tedy do fortecy i zdalem sprawe panu Weyherowi z poselstwa. Byla juz p'o'zna noc. Nazajutrz dzie'n znowu szturm, jeszcze zajadlejszy niz pierwszy. Nie mialem czasu widzie'c sie z panem Skrzetuskim, dopiero trzeciego dnia m'owie mu, zem Bohuna widzial i z nim m'owil. A bylo przy tym sila[2625] oficer'ow i z nimi pan Regowski. Ten zaslyszawszy rzecze z przekasem: Wiem ja, ze tam o panne chodzi; je'sli waszmo's'c taki rycerz, jak slawa niesie, to masz Bohuna: wyzwij go na reke, a juz bad'z pewien, ze ci ten zabijaka nie odm'owi. Bedziem mieli z mur'ow piekny prospectus[2626]. Ale o was, wi'sniowiecczykach, wiecej (powiada) m'owia, niz jest. Na to pan Skrzetuski jak spojrzy na pana Regowskiego jakby go kto z n'og 'scial! Tak wa'cpan radzisz? (spyta) a dobrze! Nie wiem jeno, czyby's waszmo's'c, kt'ory naszej cnocie przymawiasz, mial odwage p'oj's'c miedzy czer'n wyzwa'c ode mnie Bohuna. A Regowski: Odwage mam, alem waszmo'sci ni swat, ni brat nie p'ojde. Dopieroz inni w 'smiech z pana Regowskiego.

O! (prawia) maly's teraz, a jak o cudza sk'ore chodzilo, to's byl wielki! Wiec Regowski, jako to ambitna sztuka, wzial na kiel i podjal sie. Nazajutrz dzie'n poszedl z wyzwaniem ale juz Bohuna nie znalazl. Nie wierzyli'smy z razu relacji, ale teraz dopiero po tym, co'scie mi waszmo'sciowie powiedzieli, widze, ze prawda. Bohuna musial Chmielnicki istotnie wysla'c i tame'scie go waszmo'sciowie usiekli.

Tak to i bylo rzecze Wolodyjowski.

Powiedzze nam wasze pytal Zagloba gdzie my teraz Skrzetuskiego znajdziemy, bo znale'z'c go musimy, aby zaraz z nim po dziewczyne wyruszy'c.

Latwo sie o niego za Zamo'sciem dopytacie, bo tam o nim glo'sno. Kaline, pulkownika kozackiego, obaj z Regowskim, do rak sobie podajac, ze szczetem znie'sli. P'o'zniej Skrzetuski na wlasna reke dwa razy czambuly[2627] tatarskie pogromil i Burlaja zni'osl, i kup kilka rozbil.

A ze to Chmielnicki na to pozwala?

Chmielnicki ich sie wypiera i m'owi, ze wbrew jego rozkazom lupia. Inaczej by nikt w jego wierno's'c i poslusze'nstwo dla kr'ola jegomo'sci nie uwierzyl.

Bardzo tez liche piwsko w tej Ko'nskowoli! zauwazyl pan Zagloba.

Za Lublinem juz p'ojdziecie waszmo'sciowie krajem spustoszonym m'owil dalej Litwin bo podjazdy az za Lublin dochodzily i Tatarowie jasyr[2628] wszedy brali, a co kolo Zamo'scia i Hrubieszowa zagarneli, B'og jeden zliczy. Kilka tysiecy odbitych je'nc'ow odeslal juz Skrzetuski do fortecy. Pracuje on tam ze wszystkich sil, na wlasne zdrowie nie dbajac.

Tu westchnal pan Longinus i spu'scil glowe w zamy'sleniu, a po chwili tak dalej m'owil:

Ot, my'sle, ze B'og w milosierdziu najwyzszym niechybnie pocieszy pana Skrzetuskiego i da mu to, w czym sobie szcze'scie upatrzyl, bo wielkie sa zaslugi tego kawalera. W tych czasach zepsucia i prywaty, gdy kazdy o sobie tylko my'sli, on o sobie zapomnial. Taz on, brate'nki, dawno m'ogl permisje od ksiecia pana otrzyma'c i jecha'c na szukanie kniazi'owny, a zamiast tego, gdy na mila ojczyzne paroksyzm przyszedl, ani na chwile sluzby nie porzucil, z meka w sercu w ustawicznej pracy trwajac.

Rzymska on ma dusze, nie ma co m'owi'c rzekl Zagloba.

Przyklad z niego bra'c powinni'smy.

Szczeg'olniej wa'cpan, panie Podbipieto, kt'ory na wojnie nie pozytku ojczyzny, ale trzech gl'ow szukasz.

B'og patrzy w dusze moja! rzekl pan Longinus wznoszac oczy ku niebu.

Skrzetuskiemu juz Pan B'og wynagrodzil 'smiercia Bohunowa rzekl Zagloba i tym, ze dal chwile spokoju Rzeczypospolitej, bo teraz czas dla niego nadszedl, by o odszukaniu zguby pomy'slal.

Wa'cpanowie z nim pojedziecie? pytal Litwin.

A waszmo's'c to nie?

Rad bym ja z duszy serca, ale co z listami bedzie? Jeden wioze od starosty waleckiego do kr'ola jegomo'sci, drugi do ksiecia, a trzeci wla'snie od pana Skrzetuskiego, takoz do ksiecia, z pro'sba o permisje.

Permisje my mu wieziemy.

Ba, ale jakze mnie list'ow nie odwie'z'c?

Musisz wa'cpan jecha'c do Krakowa; nie moze by'c inaczej... Zreszta powiem szczerze: rad bym w onej wyprawie po kniazi'owne mie'c takie pie'scie, jako sa wa'scine, za plecami, ale w czym innym, to's sie wa's'c na nic nie zdal. Tam trzeba bedzie symulowa'c, a najpewniej przebra'c sie w 'swity kozackie, chlop'ow udawa'c a wa's'c tak w oczy leziesz swoim wzrostem, ze kazdy by sie zaraz pytal: co to za dragal? Skad sie takowy Kozak wzial? Pr'ocz tego wa'cpan i mowy ich wybornie nie umiesz. Nie, nie! Jed'z wa's'c do Krakowa, a my sami damy sobie jako's rade.

Tak i ja my'sle rzekl Wolodyjowski.

Pewno, ze tak musi by'c odpowiedzial pan Podbipieta. Niechze wam B'og milosierny blogoslawi i pomoze. A czy wiecie, gdzie ona ukryta?

Bohun nie chcial powiedzie'c. Wiemy jeno to, com ja podsluchal, gdy mnie Bohun w chlewie wiezil, ale to dosy'c.

Jakze wy ja znajdziecie?

Moja glowa, moja w tym glowa! rzekl Zagloba. Bywalem ja w trudniejszych terminach. Teraz rzecz tylko w tym, by'smy do Skrzetuskiego najpredzej sie dostali.

Pytajcie sie w Zamo'sciu. Pan Weyher musi wiedzie'c, bo on z nim koresponduje i je'nc'ow mu pan Skrzetuski odsyla. Niech was B'og blogoslawi!

I wa'cpana r'owniez rzekl Zagloba. Jak bedziesz w Krakowie u ksiecia, poklo'n sie od nas panu Charlampowi.

Kt'oz to taki?

To jeden Litwin nadzwyczajnej gladko'sci, za kt'orym wszystkie panny z fraucymeru[2629] ksiezny glowy potracily.

Pan Longinus zadrzal.

Dobrodzieju m'oj, chyba kpiny?

Bad'z wa'cpan zdr'ow! Okrutnie tu liche piwsko w tej Ko'nskowoli zako'nczyl pan Zagloba mrugajac na Wolodyjowskiego.


Rozdzia l XIII | Ogniem i mieczem | Rozdzia l XV