home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



Rozdzial VIII

W Czehrynie[727] zastal pan Skrzetuski starego Za'cwilichowskiego w wielkim wzruszeniu i goraczce; wygladal on niecierpliwie ksiazecego posla'nca, bo z Siczy[728] coraz gro'zniejsze dochodzily wie'sci. Nie ulegalo juz watpliwo'sci, ze Chmielnicki gotowal sie zbrojna reka swoich krzywd i dawnych kozackich przywilej'ow dochodzi'c. Za'cwilichowski mial o nim wiadomo'sci, iz w Krymie bawil u chana, zebrzac pomocy tatarskiej, z kt'ora juz lada dzie'n byl w Siczy spodziewany. Gotowala sie tedy walna z Nizu[729] do Rzeczypospolitej wyprawa, kt'ora przy pomocy tatarskiej mogla by'c zgubna. Burza rysowala sie coraz blizej, wyra'zniej, straszniej. Juz nie gluche, nieokre'slone trwogi przebiegaly Ukraine, ale po prostu pewno's'c rzezi i wojny. Hetman wielki[730], kt'ory z poczatku niewiele sobie z calej sprawy robil, przysunal sie teraz z wojskiem do Czerkas[731]; wysuniete plac'owki wojsk koronnych dochodzily az do Czehryna, a to gl'ownie, by zbiegostwo powstrzyma'c. Kozacy bowiem grodowi[732] i czer'n[733] masami poczeli na Sicz ucieka'c. Szlachta kupila sie[734] po miastach. M'owiono, ze pospolite ruszenie ma by'c w poludniowych wojew'odztwach ogloszone. Niekt'orzy tez i nie czekajac na wici[735], odsylali zony i dzieci do zamk'ow, a sami ciagneli pod Czerkasy. Nieszczesna Ukraina rozdzielila sie na dwie polowy: jedna 'spieszyla na Sicz, druga do obozu koronnego; jedna opowiadala sie przy istniejacym porzadku rzeczy, druga przy dzikiej swobodzie; jedna pragnela zachowa'c to, co bylo owocem wiekowej pracy, druga pragnela jej owo dobro odja'c. Obie wkr'otce mialy bratnie rece we wlasnych wnetrzno'sciach ubroczy'c. Straszliwy zatarg, zanim wyszukal sobie hasel religijnych, kt'ore dla Nizu obce byly zupelnie, zrywal sie jako wojna socjalna.

Ale jakkolwiek czarne chmury sklebily sie na widnokregu ukrai'nskim, jakkolwiek padala od nich noc zlowroga, jakkolwiek we wnetrzu ich klebilo sie i huczalo, a grzmoty przewalaly sie z ko'nca w koniec, ludzie nie zdawali sobie jeszcze sprawy, do jakiego stopnia burza sie rozpeta. Moze nie zdawal sobie z tego sprawy i sam Chmielnicki, kt'ory tymczasem slal listy do pana krakowskiego[736], do komisarza kozackiego i do chorazego koronnego, pelne skarg i biada'n, a zarazem zakle'c wierno'sci dla Wladyslawa IV i Rzplitej[737]. Chcial-li zyska'c na czasie, czy tez przypuszczal, ze jaki uklad moze jeszcze koniec zatargowi polozy'c? r'ozni r'oznie sadzili dw'och tylko ludzi nie ludzilo sie ani przez jedna godzine.

Lud'zmi tymi byli Za'cwilichowski i stary Barabasz.

Stary pulkownik odebral r'owniez list od Chmielnickiego. List byl szyderczy, gro'zny i pelen obelg. Zaczniemy z calym wojskiem zaporoskim pisal Chmielnicki goraco prosi'c i apelowa'c, by stalo sie zado's'c onym przywilejom, kt'ore wasza milo's'c u siebie taile's. A ze's je tail dla wlasnych korzy'sci i pozytk'ow, przeto cale wojsko zaporoskie czyni cie godnym pulkownikowa'c owcom albo 'swiniom, nie ludziom. Ja za's prosze o przebaczenie waszej milo'sci, je'sli w czym mu nie wygodzilem w ubogim domu moim w Czehrynie[738], na prazniku[739] 'sw. Mikolaja i zem odjechal na Zaporoze bez wiadomo'sci i pozwolenia.

Patrzcie waszmo'sciowie m'owil do Za'cwilichowskiego i Skrzetuskiego Barabasz jak to naigrawa sie ze mnie, a przeciez jam to go wojny uczyl i prawie ojcem mu bylem.

Zapowiada tedy, ze z calym wojskiem zaporoskim upomina'c sie o przywileje bedzie rzekl Za'cwilichowski. Wojna to jest po prostu domowa, od wszystkich wojen straszniejsza.

Na to Skrzetuski:

Widze, ze mi sie trzeba 'spieszy'c; dajcie mi waszmo'sciowie listy do tych, z kt'orymi w komitywe wej's'c mi przyjdzie.

Do atamana koszowego[740] masz wa's'c?

Mam od samego ksiecia.

Dam ci tedy do jednego kurzeniowego[741], a im'c Barabasz ma tam tez krewniaka Barabasza; od nich dowiesz sie wszystkiego. A kto wie, czy to juz nie za p'o'zno na takowa ekspedycje. Chce ksiaze wiedzie'c, co tam naprawde slycha'c? kr'otka odpowied'z: 'zle slycha'c! A chce wiedzie'c, czego sie trzyma'c? kr'otka rada: zebra'c jak najwiecej wojska i z hetmany[742] sie polaczy'c.

To pchnijcie do ksiecia go'nca z odpowiedzia i rada rzekl pan Skrzetuski. Ja musze jecha'c, bom tam poslan i decyzji ksiazecej zmienia'c nie moge.

A czy wiesz wa's'c, ze to okrutnie niebezpieczna wyprawa? rzekl Za'cwilichowski. Tu juz lud tak wzburzony, ze osiedzie'c sie trudno. Gdyby nie blisko's'c koronnego wojska, czer'n rzucilaby sie na nas. A c'oz dopiero tam! Leziesz jakoby smokowi w gardlo.

Mo'sci chorazy! Jonasz[743] byl juz w brzuchu wielorybim, nie w gardle, a za pomoca boza wylazl zdrowo.

Jed'z tedy. Chwale twoja rezolucje. Do Kudaku[744] mozesz wa's'c dojecha'c bezpiecznie, tam sie rozpatrzysz, co ci dalej czyni'c przystoi. Grodzicki stary zolnierz, on najlepsze da ci instrukcje. A do ksiecia ja sam pewnie rusze; je'sli sie mam bi'c na swoje stare lata, to wole pod nim niz pod kim innym. Tymczasem bajdak[745] albo dombaze i przewo'znik'ow dla waci przygotuje, kt'orzy cie do Kudaku zawioza.

Skrzetuski wyszedl i udal sie prosto do swojej kwatery na rynek, do domu ksiecia, by ostatnie do odjazdu poczyni'c przygotowania. Mimo niebezpiecze'nstw tej podr'ozy, o kt'orych mu prawil Za'cwilichowski, namiestnik nie bez pewnego ukontentowania my'slal o niej. Mial zobaczy'c Dniepr w calej niemal dlugo'sci, az do Nizu[746], i porohy[747], a byla to dla 'owczesnego rycerstwa ziemia jakby zaczarowana, tajemnicza, do kt'orej ciagnal wszelki duch przyg'od chciwy. Niejeden cale zycie na Ukrainie strawil, a nie m'ogl sie pochwali'c, by Sicz[748] widzial chyba zeby chcial zapisa'c sie do bractwa, a do tego mniej juz miedzy szlachta bylo ochotnik'ow. Czasy Samka Zborowskiego[749] przeszly i nie mialy wr'oci'c wiecej. Rozbrat miedzy Sicza a Rzeczapospolita, kt'ory powstal za czas'ow Nalewajki[750] i Pawluka[751], nie tylko nie ustawal, ale zwiekszal sie coraz bardziej i naplyw na Sicz herbowego ludu, nie tylko polskiego, ale i ruskiego, nie r'ozniacego sie od Nizowc'ow[752] ni mowa, ni wiara, znacznie byl mniejszy. Tacy Bulyhowie Kurcewicze niewielu znajdowali na'sladowc'ow; w og'ole na Niz do bractwa gnalo teraz szlachte chyba nieszcze'scie, banicja, slowem, winy do odpokutowania niepodobne.

Totez jaka's tajemnica, nieprzenikniona jako mgly Dnieprowe, otoczyla drapiezna nizowa rzeczpospolita[753]. Opowiadano o niej cuda, kt'ore pan Skrzetuski wlasnymi oczyma ciekaw byl oglada'c.

Nie spodziewal sie tez, co prawda, stamtad nie wr'oci'c. Co posel, to posel, zwlaszcza od ksiecia Jeremiego.

Tak rozmy'slajac wygladal przez okno ze swej kwatery na rynek. Tymczasem uplynela jedna godzina i druga, gdy nagle Skrzetuskiemu wydalo sie, ze spostrzega dwie jakie's znane postacie zmierzajace ku Dzwonieckiemu Katowi, gdzie byl sklep Wolocha[754] Dopula.

Przypatrzyl sie pilniej: byl to pan Zagloba z Bohunem.

Szli trzymajac sie pod rece i wkr'otce znikli w ciemnych drzwiach, nad kt'orymi sterczala wiecha oznaczajaca szynk i winiarnie.

Namiestnika zdziwila i bytno's'c Bohuna w Czehrynie[755], i przyja'z'n jego z panem Zagloba.

Rzedzian! sam tu! zawolal na pacholka.

Pacholek ukazal sie we drzwiach przyleglej izby.

Sluchaj no, Rzedzian: p'ojdziesz do winiarni, ot, tam pod wieche; znajdziesz tam grubego szlachcica z dziura w czele[756] i powiesz mu, ze kto's, co ma pilna do niego sprawe, chce go widzie'c. A je'sliby pytal kto, nie m'ow.

Rzedzian skoczyl i po niejakim czasie namiestnik ujrzal go wracajacego w towarzystwie pana Zagloby.

Witaj waszmo's'c! rzekl pan Skrzetuski, gdy szlachcic ukazal sie we drzwiach izby. Czy mnie sobie przypominasz?

Czy sobie przypominam? Niechze mnie Tatarzy na l'oj przetopia i 'swiece ze mnie do meczet'ow porobia, je'slim zapomnial! Wa's'c to kilka miesiecy temu otworzyle's drzwi u Dopula Czapli'nskim, co mnie szczeg'olniej do smaku przypadlo, gdyz takim samym sposobem uwolnilem sie raz z wiezienia w Stambule. A co porabia pan Powsinoga herbu Zerwipludry razem ze swoja innocencja[757] i mieczem? Czy zawsze mu wr'oble na glowie siadaja biorac go za uschle drzewo?

Pan Podbipieta zdr'ow i kazal sie klania'c waszmo'sci.

Wielce to jest bogaty szlachcic, ale srodze glupi. Je'sli zetnie takie trzy glowy, jak jego wlasna, to mu to uczyni dopiero p'oltorej, bo zetnie trzech p'olgl'owk'ow. Tfu! jakie goraco, cho'c to dopiero marzec! Jezyk w gardle zasycha.

Mam ja tr'ojniak bardzo przedni, moze wa's'c kusztyczek[758] pozwoli?

Kiep odmawia, gdy nie kiep prosi. Wla'snie mi cyrulik mi'od pi'c zalecil, zeby mi melancholie od glowy odciagnelo. Ciezkie bo to czasy na szlachte sie zblizaja: dies irae et calamitatis[759]. Czapli'nski zdechl ze strachu, do Dopula nie chodzi, bo tam starszyzna kozacka pije. Ja jeden stawiam meznie czolo niebezpiecze'nstwom i dotrzymuje onym pulkownikom kompanii, cho'c ich pulkownictwo dziegciem[760] 'smierdzi. Dobry mi'od!... istotnie bardzo przedni. Skad go wa's'c masz?

Z Lubni'ow[761]. To duzo starszyzny tu jest?

Kogo tu nie ma! Fedor Jakubowicz jest, stary Filon Dziedziala jest, Daniel Neczaj jest, a z nimi ich oczko w glowie Bohun, kt'ory stal mi sie przyjacielem od czasu, jakem go przepil i obiecalem go adoptowa'c. Wszyscy oni 'smierdza teraz w Czehrynie[762] i patrza, w kt'ora strone sie obr'oci'c, bo nie 'smia jeszcze otwarcie przy Chmielnickim sie opowiedzie'c. Ale je'sli sie nie opowiedza, to bedzie moja zasluga.

A to jakim sposobem?

Bo pijac z nimi, dla Rzeczypospolitej ich kaptuje i do wierno'sci namawiam. Je'sli kr'ol nie da mnie za to starostwa, to wierzaj wa'cpan, nie ma justycji[763] w tej Rzeczypospolitej ani rekompensy[764] dla zaslug i lepiej pono kury sadza'c niz glowe pro publico bono[765] naraza'c.

Lepiej by's wa'cpan narazal, bijac sie z nimi, ale widzi mi sie, ze pieniadze tylko pr'ozno wyrzucasz na traktamenty[766], bo ta droga ich nie skaptujesz.

Ja pieniadze wyrzucam? Za kogo mnie waszmo's'c masz? To nie do's'c, ze pospolituje sie z chamami, zebym jeszcze za nich mial placi'c? Za fawor[767] to uwazam, ze im pozwalam placi'c za siebie.

A 'owze Bohun co tu porabia?

On? Nadstawia ucha, co od Siczy[768] slycha'c, jak i inni. Po to tu przybyl. To kochanek wszystkich Kozak'ow. Wdziecza sie oni do niego na ksztalt malp'ow[769], bo to jest pewna, ze perejaslawski[770] pulk za nim, nie za Loboda[771] p'ojdzie. A kto wie takze, za kim regestrowi Krzeczowskiego pociagna? Brat Bohun Nizowcom[772], jak trzeba i's'c na Turka lub Tatara, ale teraz bardzo kalkuluje, bo mi po pijanemu wyznal, iz sie w szlachciance kocha i chce sie z nia zeni'c, przeto nie wypada mu w wigilie 'slubu z chlopy[773] sie brata'c. To'c on chce, bym go adoptowal i do herbu przypu'scil... Bardzo przedni ten waszmo'sci'ow tr'ojniak!

Wypijze wa's'c jeszcze.

Wypije, wypije. Nie pod wiechami[774] to taki tr'ojniak przedaja.

Nie pytale's sie tez wasze, jak sie nazywa owa szlachcianka, z kt'ora Bohun chce sie zeni'c?

Mospanie, a co mnie obchodzi jej nazwisko? Wiem tylko, ze jak Bohunowi rogi przyprawie, to sie bedzie nazywa'c pani jeleniowa.

Namiestnik uczul nagle wielka ochote trzepna'c w ucho pana Zaglobe, ten za's nie spostrzeglszy sie na niczym m'owil dalej:

Za mlodych lat byl ze mnie gladysz nie lada. Zebym tylko wa'sci opowiedzial, za co palme w Galacie[775] otrzymalem! Widzisz te dziure na moim czele? Do's'c, gdy ci powiem, ze mi ja rzeza'ncy[776] w seraju[777] tamecznego baszy wybili.

A m'owile's, ze kula rozb'ojnicka?

M'owilem? Tom dobrze m'owil! Kazdy Turczyn rozb'ojnik tak mnie Panie Boze dopom'oz!

Dalsza rozmowe przerwalo wej'scie Za'cwilichowskiego.

No, mo'sci namiestniku rzekl stary chorazy bajdaki[778] gotowe, przewo'znik'ow masz ludzi pewnych: ruszajze w imie boze, cho'cby i zaraz. A oto listy.

To kaze ludziom zaraz rusza'c na brzeg.

A gdzie wa's'c sie wybierasz? spytal pan Zagloba.

Do Kudaku[779].

Goraco tam ci bedzie.

Ale namiestnik nie slyszal juz przepowiedni, bo wyszedl z izby na podw'orzec, gdzie przy koniach stali semenowie[780] prawie juz gotowi do podr'ozy.

Na ko'n i na brzeg! zakomenderowal pan Skrzetuski. Konie wprowadzi'c na statki i czeka'c na mnie!

Tymczasem w izbie stary chorazy rzekl do Zagloby:

Slyszalem, ze podobno wa's'c teraz pulkownikom kozackim dworujesz i z nimi pijesz.

Pro publico bono, mo'sci chorazy.

Obrotny masz wa's'c dowcip i podobno od wstydu wiekszy. Chcesz sobie Kozak'ow in poculis[781] skonwinkowa'c[782], by przyjaci'olmi ci byli w razie zwyciestwa.

Cho'cbym tez, bedac meczennikiem tureckim, nie chcial zosta'c i kozackim, nie byloby nic dziwnego, bo dwa grzyby moga najlepszy barszcz popsowa'c. A co do wstydu, nikogo nie zapraszam, by go pil ze mna sam go wypije, i da B'og, ze mi nie bedzie gorzej od tego miodu smakowal. Zasluga jako olej musi na wierzch wyplyna'c.

W tej chwili wr'ocil Skrzetuski.

Ludzie juz ruszaja rzekl.

Za'cwilichowski nalal miarke:

Za szcze'sliwa podr'oz!

I zdrowy powr'ot! dodal pan Zagloba.

Bedzie sie wam dobrze jechalo, bo woda ogromna.

Siadajcie waszmo'sciowie, wypijem reszte. Niewielki to antalek[783].

Siedli i pili.

Ciekawy kraj wa's'c zobaczysz m'owil Za'cwilichowski. A klaniaj sie panu Grodzickiemu w Kudaku! Ej, zolnierz to, zolnierz! Na ko'ncu 'swiata siedzi, daleko od hetma'nskich oczu, a porzadek u niego taki, ze daj Boze w calej Rzeczypospolitej podobny. Znam ja dobrze Kudak i porohy[784]. Za dawnych lat cze'sciej sie tam je'zdzilo i az duszy smutno, gdy sie pomy'sli, ze to przeszlo, minelo, a teraz...

Tu chorazy wsparl mleczna glowe na reku i zadumal sie gleboko. Nastala chwila ciszy, slycha'c bylo tylko tupot ko'nski w bramie, bo ostatek ludzi pana Skrzetuskiego wyjezdzal na brzeg ku bajdakom.

M'oj Boze! m'owil ocknawszy sie z zadumy Za'cwilichowski a jednak dawniej, cho'c i w'sr'od rozterk'ow[785], lepsze bywaly czasy. Ot, pamietam jak dzi's, pod Chocimiem[786], dwadzie'scia siedem lat temu! Gdy husaria szla pod Lubomirskim do ataku na janczar'ow[787], to molojcy[788] w swoim okopie rzucali czapki w g'ore i krzyczeli, az ziemia drzala, do Sahajdacznego[789]: Puskaj, batku, z Lachami umiraty[790]! A dzi's co? Dzi's Niz[791], kt'ory winien by'c przedmurzem chrze'scija'nstwa, puszcza Tatar'ow w granice Rzeczypospolitej, by sie na nich rzuci'c dopiero wtedy, gdy z lupem beda wracali. Dzi's gorzej: bo oto Chmielnicki laczy sie wprost z Tatary[792], z kt'orymi chrze'scijan bedzie do kompanii mordowal...

Wypijmy na ten smutek! przerwal Zagloba. Co to za tr'ojniak!

Dajze, Boze, jak najpredzej mogile, by na wojne domowa nie patrzy'c m'owil dalej stary chorazy. Wsp'olne winy maja sie we krwi obmywa'c, ale'c nie bedzie to krew odkupienia, bo'c tu i brat bedzie mordowal. Kto na Nizu? Rusini. A kto w wojsku ksiecia Jaremy? Kto w pocztach[793] pa'nskich? Rusini. A maloz ich w obozie koronnym? A ja sam kto taki? Hej, nieszczesna Ukraino, krymscy poganie wloza ci la'ncuch na szyje i na galerach tureckich wioslowa'c bedziesz!

Nie biadajciez tak, mo'sci chorazy! rzecze pan Skrzetuski bo juz chyba 'slozy[794] z oczu nam p'ojda. Moze tez jeszcze pogodne slo'nce nam za'swieci!

Ale slo'nce zachodzilo wla'snie, a ostatnie jego promienie padaly czerwonym blaskiem na biale wlosy chorazego.

W mie'scie dzwoniono na Aniol Pa'nski i na pochwalnie.

Wyszli. Pan Skrzetuski poszedl do ko'sciola, pan Za'cwilichowski do cerkwi, a pan Zagloba do Dopula w Dzwoniecki Kat.

Ciemno juz bylo, gdy sie znowu zeszli nad brzegiem Ta'sminowej[795] przystani. Ludzie pana Skrzetuskiego siedzieli juz w bajdakach[796]. Przewo'znicy wnosili jeszcze ladunki. Zimny wiatr ciagnal od pobliskiego uj'scia do Dniepru i noc obiecywala by'c niezbyt pogodna. Przy 'swietle ognia palacego sie nad brzegiem woda rzeki polyskiwala krwawo i zdawala sie z niezmierna chyzo'scia ucieka'c gdzie's w nieznana ciemno's'c.

No, szcze'sliwej drogi! m'owil chorazy 'sciskajac serdecznie dlo'n mlodzie'nca. A pilnuj sie wa's'c!

Nie zaniecham niczego. B'og da, ze niedlugo sie zobaczymy.

Chyba w Lubniach[797] albo w obozie ksiazecym.

To waszmo's'c juz koniecznie do ksiecia?

Za'cwilichowski podni'osl ramiona w g'ore:

A co mnie? Kiedy wojna, to wojna!

Zostawajze waszmo's'c w dobrym zdrowiu, mo'sci chorazy.

Niechze cie B'og strzeze!

Vive valeque[798]! wolal Zagloba. A je'sli woda az do Stambulu wa'sci zaniesie, to klaniaj sie sultanowi. Albo tez: jechal go sek!... Bardzo to zacny byl tr'ojniak!... Brr! jak tu zimno!

Do widziska!

Do obaczyska!

Niech B'og prowadzi!

Zaskrzypialy wiosla i plusnely o wode, bajdaki poplynely. Ogie'n palacy sie na brzegu poczal oddala'c sie szybko. Przez dlugi czas Skrzetuski widzial jeszcze sedziwa posta'c chorazego o'swiecona plomieniem stosu i jaki's smutek 'scisnal mu nagle serce. Niesie go ta woda, niesie, ale oddala od serc zyczliwych i od ukochanej, od krain znanych; niesie go nieublaganie jak przeznaczenie, ale w dzikie strony, w ciemno's'c...

Wyplyneli z uj'scia Ta'sminowego na Dniepr.

Wiatr 'swistal, wiosla wydawaly plusk jednostajny a smutny. Przewo'znicy poczeli 'spiewa'c:

Oj, to te pili, pilili,

Ne tumany ustawali[799].

Skrzetuski obwinal sie w burke i polozyl na poslaniu, kt'ore umo'scili dla niego zolnierze. Poczal my'sle'c o Helenie, o tym, ze ona dotad nie w Lubniach, ze Bohun zostal, a on odjezdza. Obawa, zle przeczucia, troski obsiadly go jak kruki. Poczal mocowa'c sie z nimi, az sie znuzyl, my'sli mu sie macily, zmieszaly jako's dziwnie z po'swistem wiatru, z pluskiem wiosel, z pie'sniami rybak'ow i usnal.


Rozdzia l VII | Ogniem i mieczem | Rozdzia l IX