Book: Poezja



Miłosz Biedrzycki

***

Utwór opracowany został w ramach projektu Wolne Lektury przez fundację Nowoczesna Polska.

Dobry wieczór, nazywam się Mickiewicz, jestem

Białorusinem. pierwszy w Polsce pisałem jak O'Hara

potem wszystko mi się poprzestawiało, do żony

zacząłem się zwracać per mebel.przez chwilę

myślałem o staniu się jednym

z tłumem prymitywów zadeptujących Place de la Concorde

adidasami „Podhale”. moja pycha zdradziła mnie i wyśmiała.

przez chwilę myślałem o staniu się jednym

z kosmicznym tonem Wszechświata, duchowym czynem,

świętością urzeczywistnioną. zostałem mistycznym kapralem

nawiedzonych paranoików zarywających

noce nad plastikowymi flaszkami wina za sześć franków

przed wyjściem do roboty na szóstą na czarno na budowie

właściwie przestałem pisać, czasami opowiadam klechdy

o Polsce, wzruszam publiczność, biorę za to pieniądze

właściwie przestałem pisać.coś wisi w powietrzu,

jakieś oczekiwanie, kiedy przymknę powieki

widzę przez drgające w upale powietrze czerwoną

spękaną skorupę ziemi, pokryte kurzem woły

ciągną wóz o wielkich drewnianych kołach,

przebiegam chłodne ścieżki Manali z ładunkiem

haszyszu na plecach, dżip przeciążony bronią z przemytu

mozolnie wspina się na porośniętą parującą dżunglą górę

odprowadzany obojętnym spojrzeniem Malgaszów, tych czarno-

skórych Chińczyków.

w nocy budzi mnie bicie bębnów i jazgot tureckich piszczałek

w ciszy wpatruję się w sufit, jakbym miał dokądś jechać,

jakbym miał złapać hiva i umrzeć, jakbym dawniej latał cały

teraz tylko jako sadza.




home | my bookshelf | | Poezja |     цвет текста   цвет фона   размер шрифта   сохранить книгу

Текст книги загружен, загружаются изображения



Оцените эту книгу