home | login | register | DMCA | contacts | help | donate |      

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z
А Б В Г Д Е Ж З И Й К Л М Н О П Р С Т У Ф Х Ц Ч Ш Щ Э Ю Я


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | форум | collections | читалки | авторам | add

реклама - advertisement



U 'zr'odel prawdy

Winda stanela i male drzwiczki rozwarly sie cicho.

Czw'orka stloczonych w windzie ludzi cofnela sie odruchowo.

Przed nimi w lagodnym, niebieskawym 'swietle rysowalo sie wnetrze jakiego's waskiego pomieszczenia przypominajacego korytarz.

Ostroznie stapajac na palcach Bernard Kruk wyszedl z windy i rozejrzal sie po dziwacznej salce. Szeroko's'c jej nie przekraczala dw'och metr'ow, co przy blisko dziesieciometrowej wysoko'sci i znacznej dlugo'sci czynilo ja podobna do waskiej szczeliny miedzy wielkimi zbiornikami na 75 poziomie. Ciezar cial wskazywal jednak niezbicie, ze salka znajduje sie znacznie nizej, gdzie's na poziomach zblizonych do tych, kt'ore nie wiadomo dlaczego zwyklo sie w Celestii uwaza'c za normalne.

Dajac znak towarzyszom, aby pozostali jeszcze w windzie, Bernard przeszedl powoli przez cala dlugo's'c pomieszczenia.

Salka byla prostokatna i poza wysoka drabinka na k'olkach nieomal zupelnie pusta. Tylko w jej ko'ncu widnialo ciemne, masywne biurko z fotelem i niewielka etazerka, na kt'orej lezaly porzucone niedbale jakie's ksiazki i rulony. Tuz za fotelem, troche w prawo, niemal w rogu sali, znajdowaly sie male'nkie, niziutkie drzwi.

Bernard ruszyl w powrotna droge. Teraz dopiero uwage jego przykuly 'sciany boczne. Na pierwszy rzut oka przypominaly zwykle sigumitowe przepierzenia, na almeralitowym szkielecie, kt'ore dzielily wieksza cze's'c pomieszcze'n Celestii. Jedynie waskie, pionowe listwy rozmieszczone w r'ownych dwumetrowych odstepach wskazywaly, ze podobie'nstwo jest tu raczej tylko zewnetrzne.

Konstruktor podszedl do 'sciany i dotknal palcem gladkiej, szarej powierzchni. 'Sciana ugiela sie pod naciskiem. Byla zrobiona z grubej, sztywnej tkaniny.

„Co moze sie za nia kry'c?” — pomy'slal i jednocze'snie uczul, ze niepok'oj, kt'ory na chwili; przycichl, zn'ow zaczyna w nim wzrasta'c.

Nachylil sie i poczal uwaznie bada'c powierzchnie pl'otna. Nie bylo ono tak 'scisle i mocne, jak sie to na pierwszy rzut oka wydawalo. Pod pokrywajaca je gruba warstwa kurzu zna'c bylo liczne pekniecia i plamy. Konstruktor wyjal scyzoryk i ko'ncem ostrza zrobil male'nki otw'or w miejscu jednego z peknie'c. Przysunal oko do szpary, lecz wewnatrz panowala-ciemno's'c. Przerwal wiec na razie badanie, 'sciany i wr'ocil do czekajacych na niego towarzyszy.

— Nie wiem, co to za pomieszczenie — powiedzial szeptem. — W ko'ncu sali znajduja sie jakie's drzwi. Trzeba ich pilnowa'c, aby nas kto's tu nie zaskoczyl. Drzwi windy zostawimy otwarte, wiec z tej strony nic nam nie moze zagraza'c. Trzeba jednak dokladnie zbada'c cale pomieszczenie. Dean, we'z pistolet i pilnuj tamtych drzwi, a ja z Tomem spr'obuje zorientowa'c sie w sytuacji. Tylko cicho, bo 'sciany moga mie'c uszy, tym bardziej ze sa z pl'otna.

Oczy Daisy, Deana i Toma rozszerzyly sie zdziwieniem.

— Tak. 'Sciany sa z pl'otna, a przynajmniej pokryte impregnowanym pl'otnem.

Podeszli w milczeniu do biurka. Kurz byl tu miejscami starty, jakby kto's niedawno przebywal w tej sali i siedzial przy biurku.

Oslabiona uplywem krwi i porazeniem elektrycznym Daisy usiadla w fotelu i jedna reka usilowala otworzy'c szuflade. Dean po'spieszyl rannej dziewczynie z pomoca. Szuflada nie byla zamknieta i na jej dnie lezal gruby folial oprawiony w pl'otno.

Roche wyjal ksiege i polozyl na biurku. Cztery glowy pochylily sie w zaciekawieniu. Ostroznie, jakby z namaszczeniem, Daisy odwr'ocila okladke. Na zz'olklej karcie tytulowej widnial napis:


предыдущая глава | Zagubiona Przyszłość | Tom czwarty